Szpital Pod Krzywą Latarniąpowrót

Przy ul. Podwale 25, w piwnicach restauracji „Pod Krzywą Latarnią”, zorganizowano szpital na ok. 100 osób. Była to filia szpitala przy ul. Długiej 7. Jego obsadę stanowili m. in. dr Jerzy Kaczyński i medyk Włodzimierz  Nakwaski. Szpital utworzono głownie dla ofiar wybuchu czołgu-pułapki na ul. Kilińskiego (13 sierpnia 1944 r.).

Szpital funkcjonował do upadku Starego Miasta. Z chwilą wkroczenia Niemców, „Krzywa Latarnia” podzieliła los większości szpitali powstańczych. Po wojnie w piwnicach znaleziono resztki spalonych zwłok pacjentów.

„2 września 1944 r. Starówka była już opanowana przez nieprzyjaciela. Niemcy kazali wyjść wszystkim pacjentom szpitala Pod Krzywą Latarnią, którzy mogli to zrobić o własnych siłach. Z piwnic wyszło 20 osób, resztę Niemcy podpalili. A potem chcieli rozstrzelać tych, którzy byli już na powierzchni. Gdy niemiecki oficer wyciągnął broń, leżący na noszach ranny żołnierz Kedywu Olgierd Cemerski „Remec” pobłogosławił go znakiem krzyża. Niemca zamurowało. Stanął jak wryty i krzyknął: „Co pan robi?!”.

Stanisław Likiernik opowiada to, co jemu z kolei opowiedział kolega z oddziału: - Remec powiedział: „Jestem księdzem. Wiem, że nas rozstrzelacie, ale was błogosławię i przebaczam z góry…”. Ten genialny podstęp uratował całą grupę. Nawet hitlerowski oficer był pod wrażeniem odwagi i miłosierdzia polskiego kapłana. Ewakuowano ich po tej scenie do szpitala na Woli. I wiecie, co tu jest  mądre i głupie, śmieszne i tragiczne? Że Remec ani nie był księdzem, ani nawet nie był wierzący.” (Fragment artykułu „Fenomen 63 dni”, Zwierciadło, wrzesień 2014)