Szpital ss. Zmartwychwstanekpowrót

Szpital ss. Zmartwychwstanek
fot. Wikipedia

Szpital zorganizowano przed wybuchem Powstania na parterze klasztoru Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego 31 – w nieistniejącej już części budynku od frontu. Siostry wyposażyły placówkę w łóżka, pościel, leki, narzędzia i żywność, a także same pracowały w salach, kuchni, pralni. Komendantem został dr Zbigniew Papieski.

2 sierpnia do szpitala dotarł chirurg dr Karol Węglewicz, naczelny lekarz Kedywu na Żoliborzu. Z powodu choroby dr. Papieskiego, objął dowództwo szpitala.

Klasztor znajdował się na linii frontu i był nieustannie ostrzeliwany. 5 sierpnia pacjentów przeniesiono do skrzydła budynku od strony ul. Stołecznej, a potem do suteren i niższych kondygnacji. Rannych transportowano głębokim rowem. Od 7 sierpnia wyłączono prąd - salę operacyjną oświetlano świecami. W szpitalu pojawili się także ranni Niemcy.

W wyniku bardzo silnego ostrzału i po pożarze 18 sierpnia podjęto decyzję o przeniesieniu szpitala do budynków dawnej szkoły przy ul. Krasińskiego 10, w którym wcześniej mieścił się niemiecki lazaret. Było tam kilkadziesiąt łóżek. Rannych ewakuowano przez dwie noce. Lżej rannych ulokowano w budynku innej szkoły, przy ul. Tucholskiej.

24 sierpnia - po zniszczeniu budynku przez tzw. „krowy” - zapadła decyzja o kolejnej ewakuacji, tym razem na ul. Krechowiecką 6. Blisko 200 pacjentów przenoszono przez dwie noce. Umieszczono ich w piwnicach (dwóch obszernych schronach przygotowanych w 1939 r.) i suterenach, do których prowadziło łącznie osiemnaście klatek schodowych. Aby ułatwić komunikację, w piwnicach przebito przejścia między nimi. Wkrótce liczba pacjentów podwoiła się.

Wkrótce sytuacja sanitarna i bytowa szpitala dramatycznie się pogorszyła. Brakowało wody, żywności i podstawowych środków higienicznych. Pacjenci leżeli w ciemnościach. W tych warunkach szpital przetrwał do 30 września, gdy nastąpiło zawieszenie broni. Pacjentów uratowała obecności rannych Niemców. Ranni trafili do obozu w Pruszkowie.

 

Fragment wspomnień Mieczysława Buczkowskiego, który pracował w tym szpitalu jako młodszy lekarz (Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, 2009):

„Zostałem na ulicy Krasińskiego i tam już zacząłem opatrunki, już tam po prostu zacząłem działać. Ale było to zaledwie kilka dni, bo głównym szpitalem był szpital zmartwychwstanek, który to szpital od razu właściwie w pierwszych momentach znalazł się na linii ognia i od razu po kilku dniach został ewakuowany. Gdzie? Właśnie na ulicę Krasińskiego. Tam były warunki właściwie jak na szpital bardzo dobre (…).

Z początku, trzeba przyznać, nie było wielkich trudności, jeśli chodzi o materiał i zaopatrzenie. Tu jest do podkreślenia olbrzymia zasługa sióstr zmartwychwstanek, które w zasadzie całą bazę, całą logistykę, to właściwie, tak jak się orientowałem, mimo że nie siedziałem w dowództwie czy w tych sprawach, ale wydaje mi się, że całą logistykę, zaopatrzenie, materiały opatrunkowe, leki, środki znieczulające, narzędzia chirurgiczne, to wszystko organizowały one. (…)

Potem przyszedł dzień 22, 23 [sierpnia], dwa dni ataku. To był koszmar, bo rannych była olbrzymia ilość i w zasadzie szpital i wszystkie ekipy operacyjne pracowały wtedy non stop. Nie odchodziliśmy od stołów operacyjnych. Kiedy jużeśmy się słaniali, nam siostry przez rękaw i przez koszulę wstrzykiwały kofeinę, żeby jakoś jeszcze działać, bo już nie było [siły]. Nogi zupełnie się uginały.”

Zobacz zdjęcia:

Zobacz wideo: